Potem anioły odleciały, a Hommie postanowiła na chwilę wyjść z rakiety i polatać sobie trochę w kosmosie. W przestrzeni kosmicznej, gdzie panuje stan nieważkości, nie trzeba biegać ani chodzić – tam się jakby pływa.
Początkowo Hommie nie wiedziała, jak się poruszać w kosmosie, ale potem szybko zrozumiała i pływała sobie we wszystkich kierunkach.
Akurat wschodziło słońce, inaczej jak na Ziemi – to było tak nieziemsko piękne zjawisko, Hommie była zachwycona.
Potem wróciła do rakiety, bo wiedziała, że musi wrócić na Ziemię, zanim Ola wróci z miasta, a Stefanek z przedszkola. Nacisnęła czerwony guzik, rakieta odwróciła się i zaczęła pędzić w kierunku Ziemi. Uszka Hommie, które wystawały z rakiety, znów mocno i szybko fruwały. Wylądowała w swoim ogródku, gdzie czekała na nią Pieskowa Wróżka. Spytała, czy Hommie się podobało.
– Oczywiście, było pięknie w tym niebie i spotkałam prawdziwe anioły, a nawet mojego własnego pieskowego aniołka – powiedziała Hommie.
Pieskowa Wróżka tylko się uśmiechnęła, pogłaskała Hommie i coś jej szepnęła do uszka. Hommie spojrzała na nią i polizała z wdzięczności.
Była bardzo szczęśliwa. Potem poszła położyć się na swoją kanapę, by troszkę odpocząć. Chwilę później wróciła Ola i zobaczyła, że Hommie śpi.
– Oj, ty mały leniuszku – powiedziała ciepło.
Gdyby tylko wiedziała, gdzie była Hommie. Podrapała ją za uszkiem i przykryła kocykiem. Hommie pomyślała, że opowie o wszystkim Stefankowi, jak wróci z przedszkola, a jak nie będzie rozumiał jej szczekania, to poprosi Pieskową Wróżkę, żeby to wszystko mu się przyśniło.